Penczo Sławejkow, Psalm poety

Autor: admin. Kategorie: Penczo Sławejkow, Psalm poety; Przekłady poezji .

Penczo Sławejkow (1866-1912)

Psalm poety

Powiernico moja, pora właśnie nadchodzi,
by z tobą i ze światem zacząć pożegnanie!
Już mnie  niezawodnie do kresu przywodzi
poematu ziemskiego moje smutne trwanie.

Być może jest ktoś, kto mnie miłością darzy,
a ci pozostali, ci dotąd mi nieznani,
zechcą mnie laurami wynosić na ołtarze,
choć póki tu żyłem, nie byłem pożądany.

Synogarlico moja, jedyna ma radości
pośród tej samotni i nieszczęść goryczy,
zamknij drzwi domu przed takimi gośćmi,
by żywi truposze, spragnieni zdobyczy –

łzami nad mym ciałem się nie zalewali,
łzami obłudnymi – by mową bałamutną
czci mojej nie lżyli i żali nie śpiewali.

Przyjaciółko moja, ty mej ostatniej dobie
piękna przydaj, na ich pastwę nie zostawiaj,
by grób mój nie był jak oni martwym grobem,
i płacz ich spokoju mej duszy nie pozbawiał.

Na wysokim wzgórzu, gdzie z tobą i z druhami
słów cichych słuchałem, każ, aby grób mi wznieśli,
tam, gdzie siadywałem w ciszę świętą wsłuchany,
gdzie milczenie dźwięczy głosami cudnej pieśni.

Któż inny ma wiedzieć: me oczy nie dla świata,
niech zatem i grób mój ku niebiosom się wznosi –
bom wzrok kierował tam, gdzie dusza wyżej wzlata –
i nie w ziemi zaryty, lecz chwałę wyżyn głosi.

Tam złóżcie me ciało, niech tam sobie spoczywa
o poranku rośnym, kiedy śpiewny skowronek –
symbol ducha mego – do nieba się wyrywa
i w hymnie radosnym wydzwania pieśni dzwonek.

I tam mnie połóżcie w marmuru łożu chłodnym.
Niech łzy snu nie mącą i niech nikt nie boleje.
I gwiazda poranna, gdy na niebie modrym
się zjawi, niechaj mnie swą pieszczotą ogrzeje.

Niech skryty bieg mego ziemskiego bytowania
wzrok nieprzesłoniony w marzeniu błogim śledzi,
bym świadkiem był, z dala od znoju trwania,
dziejów ziemskiego życia i szukał odpowiedzi.

I widział, jak słońce cudnym blaskiem otwiera
dla próżności skrzętnej dnia szerokie wierzeje
i czoło gwiazdami ucichła noc przybiera,
skrzydłami w modlitwie na ołtarz ciszy wieje.

Może Bóg łaskawy pozwoli mi ocalać
tę świętą ciszę – o, może Bóg łaskawy –
i tamten dźwięk drogi, któregom nie chciał skalać
życiem, uciekając od jego próżnej wrzawy.

I  dźwięki mej duszy, czułej na szczęścia głosy,
usłyszę: o życiu, co z jasnością się splata,
gdy ziemia zespala swój hymn na niebiosach
z psalmem dziękczynnym całego wszechświata.

Koszmar  
Trwożnie się niesie sygnał nocnej straży –
w dali ktoś inny trąbi alarmu hasło…
Czego to znak?! Czy pożar się wydarzył?
Albo włóczęgi życie w swadzie zgasło?
„Pomocy, hej!” – ktoś woła. Znów zawołał…
Strzał. Drugi. Dwa nowe echo w dal powtórzy –
i… cisza wokół, na ulicy, i od podwórzy –
cisza i mrok, niczego dojrzeć tu nie zdołam.
Co to być mogło? Sen? Jawa? Koszmary?
Krwi fale w żyłach niespokojnie krążą…
Z chodnika naprzeciwko ciszę drążą
kroki nocnej straży, niby ciszy zegary.

. . : : M E N U : : . .

Przekłady i Publikacje

. . : : L I N K I : : . .